Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 304
Moja ocena: 7/10
Liczba stron: 304
Moja ocena: 7/10
Pamiętam, że właśnie Stokrotki w śniegu rozpoczęły moją "przygodę" czytelniczą z pisarstwem Evansa. To było jakieś trzy lata temu...
Ostatnio ponownie przeczytałam tę książkę. Pierwsza myśl, jaka się pojawiła w mojej głowie podczas jej lektury to:
O ludu! Toż to kolejna "Opowieść wigilijna", tylko bardziej nowoczesna... współczesna...
I faktycznie można tę książkę porównać do Dickensa...
Stokrotki w śniegu to pierwsza z
książek Evansa, jakie przeczytałam tego autora. Książka, należy dodać -
ciekawa, wciągająca i doskonała na zimowe popołudnie, mimo iż fabuła
jej nie jest z tych 'dobrze się toczących historii'... wiele w niej
smutnych momentów... jest choroba nowotworowa, jest bezwzględny, rządny
władzy i pieniędzy bohater... są osoby szczęśliwe, są również oszukane i
zawiedzione... Historia niby jak wiele innych, a jednak jedyna w swoim
rodzaju, wyjątkowa... inna niż wszystkie... dająca do myślenia... W
książce znajdziemy wiele wyrządzonej krzywdy bliźniemu, ale również
odnajdziemy rekompensaty tych zachowań... tylko czy czasami nie jest za
późno na rozgrzeszenie z win? Czy bohater zdąży naprawić szkody
wyrządzone innym?
Richard Evans zabiera czytelników w
niezwykłą podróż, która uświadamia wiele kwestii. Pozawala się na chwilę
zatrzymać, by zastanowić się nad własnym życiem, nad swoimi czynami...
nad postępowaniem, przyznajmy, czasami krzywdzącym innych.
Książka, uważam, spełnia swoją rolę i
pomaga uświadomić sobie, że nie wszystko co uważamy za wartościowe (bo
cenne materialnie) takie jest... często o wiele cenniejsze są rzeczy
niemierzalne "materialną" wartością...
Ta książka to również przestroga przed błędami, które zdarza się nam popełniać.
Z pewnością warto się z nią zapoznać!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz